Sunday, July 27, 2014

Facial cleansers and peeling gels


In my first entry, in PL and EN, (for the Kosmetyczne Skarby series over at Hexxana's blog, sorry in Polish only) about my cleansing routine, I listed all the oils I'm currently using to clean my face. I also mentioned that my oil cleansing is followed by a proper wash using a "traditional" face wash product.

And this being Japan, that product is normally some kind of face wash foam. Long, long time ago, I listened to all the hype and tried a few fancy soaps. Black soap, Aleppo soap, god-only-knows-what soap. While it might work for some people, it certainly didn't work for me. My skin became very dry and very breakout prone, more so than usual.



And so, my lesson learned, I returned to the wonderland of Asian face washes.
My first forays into the face foam territory were very much hit or miss. I used what my mother in law was using, and disliked it intensely. Her skin was a lot tougher than mine. And her wallet a lot deeper than mine.


W moim pierwszym wpisie (dla serii Kosmetyczne Skarby zorganizowanej przez Hexxane) przedstawilam oleje, ktore uzywam do codziennego oczyszczania twarzy. Wspomnialam wowczas rowniez, ze po olejowym oczyszczaniu uzywam takze tradycyjnego produktu do mycia twarzy w celu usuniecia jakichkolwiek resztek oleju. Bo ja mam swira na punkcie czystej twarzy.
A ze tu Japonia, wiec ten "tradycyjny" produkt to zazwyczaj pianka jakiegos rodzaju.

Kiedys tam, hen, dawno temu, na fali zachwytow nad czarnymi mydlami, Aleppo cudami i bukwiczymjeszcze, probowalam tych wszystkich wynalazkow, jakby moje zycie od tego zalezalo. I choc z pewnoscia sprawdzaja sie one u tysiecy kobiet, niestety u mnie nie. Wysuszyly mi skore na wior, a co za tym idzie, stala sie ona bardzo podatna na podraznienia, wysypy i inne najazdy nieprzyjaciol.


I tak to, po pierwszej lekcji w myciu twarzy zaliczonej, z podkulonym ogonem wrocilam do krainych azjatyckich pianek do twarzy.
Moje pierwsze doswiadczenia byly bardzo rozne - od bardzo zlych, po bardzo dobre. Z racji tego, gdzie mieszkalismy, uzywalam tych samych produktow jak moja tesciowa i znienawidzilam ich serdecznie. Jej skora byla duzo bardziej wytrzymala niz moja, i jej portfel duzo bardziej zasobny niz moj.





Potem, idac za rekomendacjami roznych kolezanek, siegnelam po sprawdzone drogeryjne faworyty, takie jak Perfect Whip (Shiseido), rozne pianki Biore czy Softymo (Kose). Niektore byly fajne, inne mniej, a niektore okazaly sie totalnymi niewypalami (jak wlasnie ten oslawiony Perfect Whip, ktory to niby jest dobry dla kazdego).

A co bylo z nimi nie tak?
Nie byly wystarczajaco delikatne dla mojej cery.
Lubie miec czysta twarz. To czego nie lubie to uczucie tej skrzypiacej, napietej, wysuszonej skory, ktora az blaga o nawilzenie. Dla mnie takie uczucie to tortura. Moja twarz az krzyczala o lotion i krem.

Then, going by the recommendations of my various friends, I reached for the tried and true drugstore fare such as Perfect Whip (Shiseido), different Biore products or Softymo (Kose). Some were OK (Softymo Whitening, or Biore Acne), but just barely, some were total duds (like Perfect Whip that supposedly works for everybody).

What was wrong with them?
They were not gentle enough.
I like my skin clean. What I don't like is that tight, squeaky feeling that if not moisturized immediately, transforms into a dry skin torture. I could literally feel my skin screaming for moisture.

A potem, podczas jednej ze szkolnych imprez, kolezanka z pracy wyciagnela z torby pianke marki Panna Pompa. Nazwa mnie zachwycila. Zapytalam sie czy moglabym sprobowac. Sprobowalam. I przepadlam z kretesem.

And then, during some school event, one of my co-workers brought a face cleansing foam by Panna Pompa. The name got me intrigued (in Polish it means "Miss Pump") and I asked if I could try it.



Reszte juz znacie.
Znalazlam moj ulubiony "zmywacz" do twarzy. Ta pianka jest niesamowicie delikatna i nie wysusza nic a nic. I czysci bardzo dokladnie i starannie. Pozostalosci olejowe sa dokladnie zmyte, a moja skora jest czysta, miekka, i jakby to okreslic... jedrna? Zero wysuszenia. Zero napiecia, zero poirytowania, zero nieprzyjemnego odczucia. Ideal? Byc moze. Ale to nie znaczy, ze zaprzestane szukania czegos lepszego, czegos nowego, bo to taka moja babska dolegliwosc.

Uzywam czerwonej Panny wieczorem do zmycia resztek oleju z twarzy i bialej Panny rano, pod prysznicem. To takie moje patriotyczne kombo.

And the rest is history.
I found my favorite face cleanser. The foam is super very gentle and not drying at all. And yet it does clean everything off my face. All oil residue is removed and my skin is left clean, soft and supple. No dry feeling whatsoever. No irritation, no discomfort. 
But hey, I'm a woman, that doesn't mean that I won't look for something better, right? I'm always eager to try new face wash products.

I use Panna Pompa Cleansing (red bottle) foam in the evening, to wash off any leftover oil residue, and Panna AHA Morning Face Soap, as the name suggests, in the morning. And that's my very patriotic (white and red, ok, ok, I know it's more pink than red, but hey, still cute) Panna Pompa combo.




Oprocz wlasciwosci czyszczacych, jest jeszcze jedno, co bardzo lubie jesli chodzi o Panne Pompe. A mianowicie to, ze ich pianka jest juz piankowa. Naciskasz na pompke i po klopocie. Kocham to rozwiazanie, bo mam dwie lewe rece jesli chodzi o robienie pianki z cleanserow o kremowej konsystencji przy uzyciu siatki. Oczywiscie posiadam i kremowe cleansery, ale wole po prostu wygode gotowej pianki.

One other thing I like about Panna Pompa products is the fact that their foam is use-ready. You simply push the pump and voila. Any idiot can do it. Which is a great relief for me, because I truly suck at making foam by using a foam net. So even though I do have some cream type foam cleansers, where you have to make the foam yourself, I am not a fan of this system. I much prefer to simply push the dispenser and get a blob of foam ready to be used.

A skoro mowa o cleanserach o kremowej konsystencji, to tutaj sa moje.

And speaking of creamy cleansers, here are some that I currently have and use.



Hada Labo Tamagohada z AHA i BHA to produkt kultowy.
Osobiscie uwazam to za wielkie nieporozumienie, bo to bardzo przecietna pianka. Ale marketing jednak robi swoje. Czysci dobrze i pan domu bardzo ja lubi. To chyba jego ulubiony produkt do mycia twarzy. Dla mnie jest za ostry. Wysusza nieprzecietnie! Skora az boli po umyciu. Ale to moze w mojej sytuacji, bo mam wrazliwa cere.
Wiec czy w ogole uzywam tej pianki? Tak! Na ramiona. Dlaczego? Bo mam tam problem z keratosis pilaris, czyli ze skora, ktora wyglada jak u oskubanego kurczaka. Ale Tamagohada i zelowy peeling ida w ruch, i przypadlosc jest teraz niewidoczna.

Hada Labo Tamagohada with AHA and BHA is a cult favorite.
I'd rate it as barely average. I keep it in the shower room and use it from time to time when my skin can take a bit of extra stress. It does clean wonderfully and the man of the house likes it very much. I'd say it's his favorite face cleanser. Actually, to be honest, I use it on my upper arms a lot. Why? I have a bad case of chicken skin (keratosis pilaris) there, and Tamagohada plus one of my enzymatic peeling gels keep this condition under control.

DiorSnow White Reveal Gentle Purifying Foam bylo prezentem do wiekszych diorowskich zakupow. Sama bym na ta pianke kasy nie wydala. Choc teraz moge smialo powiedziec, ze to swietny cleanser dla skory wrazliwej i delikatnej. Choc moze ciut wysuszajacy dla bardzo suchej. Z tych trzech na zdjeciu to moj ulubieniec o kremowej konsystencji.

DiorSnow White Reveal Gentle Purifying Foam was something I didn't plan on buying. Luckily, I got it as a free gift with purchase. It's a very nice creamy cleanser, and I suppose if you have tons of cash to burn, it's a good choice for delicate and sensitive skin. I guess I would have to say that though it's still a bit drying for me, it's the best of my current creamy bunch.

Shiseido White Lucent Brightening Cleansing Foam rowniez byla prezentem do wiekszych shiseidowskich zakupow. Jak to w przypadku pianek Shiseido, jest ciut ostra i daje uczucie takiej skrzypiacej, napietej skory. Zaczelam uzywac jej zima i nie bylam zadowolona. Zostala oddelegowana do mycia innych czesci ciala, ktore potrzebowaly troche skrzypienia i napiecia (hihihi). Ale teraz, w lecie, kiedy nawet moja super sucha twarz ocieka potem na koncu dnia, daje tej piance kolejna szanse na buzi. W umiarkowaniu.

Shiseido White Lucent Brightening Cleansing Foam was also a gift with purchase. As all Shiseido cleansers, it's on the harsher side and leaves that squeaky clean, tight feeling. I started to use it on my face in winter and then quickly relegated it to other body parts. But now, in summer, when my face gets super hot and sweaty, it has returned to my graces. I'm using it on my face again. But in moderation.

Oprocz pianek (tych gotowych i tych kremowych "zrob to sam"), sa tutaj rowniez cleansery w proszku. Wiele osob nazywa je "peelingami", ale uwazam, ze to nie jest dobrym odzwierciedleniem produktu. Dlaczego? Bo przy uzyciu siatki do robienia pianki, mozna przemienic je w pianki wlasnie. Ja az tak sie nie wysilam, bo:
a. len ze mnie, i
b. przy dodaniu odrobinki wody i energicznym potarciu w raczkach, zamieniaja sie w kremowa maz, ktora myje rownie dobrze.

In addition to foam (both ready made and creamy types), there are also powder washes here. Some people call them "peels" but that's a misnomer. Using a foam net you can turn this powder into a blob of foam. I don't like to do it, because:
a. I'm simply too lazy, and
b. when softened with water and turned into a soggy goo, they cleanse just as well.



Choc reklamowane jako enzymatyczne cleansery, to te oslawione enzymy sa na samym koncu listy skladnikow. Ja uzywam tych proszkow glownie dla wygody.

Nie jestem jakas szalona fanka Suisai Beauty Clear Powder (Kanebo), choc przyznam sie, ze pomysl indywidualnych kostek jest swietny - nie daje ci to okazji do rozwalenia calej butli proszku na wlasnej osobie, jak i na umywalce w lotniskowej toalecie (tak, uzywam ich glownie przy podrozach). Ale jednak wole proszek Det Clear.

Though touted as enzymatic cleansers, the fruit enzymes are at the very end of their ingredient lists. I use these cleansers mainly for convenience.
I'm not a huge fan of Suisai Beauty Clear Powder (Kanebo), though the idea of single shots of powder is great - it saves you from spilling half the bottle all over yourself and the airport sink (yes, I use them mainly for travel), I still prefer Det Clear. That's just my very subjective opinion.



Det Clear Bright & Peel Fruits Enzyme Powder Wash przez chyba dwa lata z rzedu byl wybierany jako najlepszy japonskich cleanser do twarzy przez bardzo powazany portal @Cosme. Taka rekomendacja przez @Cosme natychmiastowo winduje profil marki i sprawia, ze nagle wszyscy za nia szaleja.
Ale to nie @Cosme sprawilo, ze siegnelam po Det Clear, a moja pani dermatolog. Kiedy zaczelam terapie hormonalna, moja skore szlag trafil. Nie bylo mnie stac na ekskluzywne medyczne cuda kosmetyczne. Wiec pani derma zasugerowala Det Clear. I nadal nie wiem dlaczego ten produkt jest tak szalenie popularny w Japonii.
Fakt, to delikatny cleanser, nie wysusza, zostawia skore gladziutka i czysciutka. Choc niby zawiera AHA i BHA, to nie podraznia tak jak Hada Labo Tamagohada. Roznica jest niesamowita.

Det Clear Bright & Peel Fruits Enzyme Powder Wash has been voted as the best facial cleanser a couple of years in a row by the very influential @Cosme internet portal. A recommendation by @Cosme can very well make or break a brand. But oddly enough, it wasn't @Cosme that made me go out and buy it, but my dermatologist. You see, when I started my hormone therapy, my skin bore the brunt of the unpleasant side effects. And I couldn't afford fancy, doctor formulated, medicated cleansing products. My doc suggested I try something simple, like Det Clear. And so I did. And while I still don't see why it has become so hugely popular in Japan, I must say that on those problematic skin days, it's a very nice, easy, non-drying (bonus points for that), effective cleanser. It leaves my face clean, incredibly smooth and not screaming for moisture. Which is surprising, considering that it contains AHA and BHA. What a stark difference to Hada Labo's Tamagohada!

Wiec jesli nie przeszkadzaja ci tandetne opakowania produktow Det Clear, to dobrze. Bo w srodku sa swietne kosmetyki.

Once you can get past Det Clear's tacky packaging design, you'll discover that inside those cheap looking bottles there are some really good skin care products.



A skoro jestesmy w temacie Det Clear, to nie mozna nie wspomniec o ich swietnych zelach peelingujacych. Mam dwa.
Moja przygoda z zelami enzymatycznymi zaczela sie od House of Rose. Robil cuda. Usuwal wszystko, ze skora wlacznie. Ale akurat wtedy potrzebowalam czegos takiego, aby doprowadzic moja cere do porzadku. Niestety, potem juz nie moglam go regularnie uzywac.
Zostal wiec przeniesiony do peelingowania innych czesci ciala. I kurcze, wow! Moja skora dostala nowe zycie. Tak, nawet w miejscach, gdzie wisi mi celulit. Czyli, moje eksperymenty peelingujace sie oplacily. Pan domu potwierdza.

And speaking of Det Clear, I can't ignore their wonderful, wonderful peeling gels. I have two of them. I started my adventure with enzymatic peeling gels by trying a cult gel by House of Rose. It worked great, maybe even too great. It peeled of everything, skin included. And while it did help me during my most troublesome skin times, it proved much too harsh for regular use. However, I used it on my body and wow! Simply wow! My skin was glowing. And because I like to experiment, I decided to try it on my worst cellulite affected areas. And while, of course, it couldn't simply remove the crud, it did make the skin look better. A lot better.



I to wlasnie w tym momencie powiedzialam "sayonara" do drobinkowych zdzierakow. Nie widze potrzeby ich uzywania. Sa za ostre, za duzo po nich szorowania lazienki. Uzywam teraz zelow peelingujacych na calym ciele.

And that was the moment when I said goodbye to harsh sugar or coffee or salt or whatever based exfoliating products and started to use peeling gels exclusively. On my entire body. And I must say, I'm extremely pleased with the results.

Ale wracajac do zelow Det Clear, sa one lagodne do regularnego uzywania (ja robie raz na tydzien), nie wysuszaja skory (jak to w ogole mozliwe, biorac pod uwage ich dzialanie?), i choc ich zapach nie jest dla kazdego, mozna przywyknac. Za taka cene (w zaleznosci od sklepu od 1000 do 1400 jenow), to swietne produkty.

So what about those Det Clear gels? They are gentle enough to be used on my face about once a week, they don't dry out the skin (how is that even possible, considering what they do???), and while the scent could be better, they are a really good product at a very affordable price.

Jak mozna zobaczyc na zdjeciu powyzej, zele sa przezroczyste i nie maja w sobie zadnych drobinek. Wystarczy wycisnac mala ilosc (i naprawde nie potrzeba tego duzo), i delikatnie masowac na sucha skore (tak! na sucha). Po kilku sekundach (lub dluzej, jak w przypadku bardzo delikatnego zelu Atom), konsystencja zamieni sie w wiorki. Te wiorki to zrolowany zel, plus martwy naskorek, wagry, zaskorniaki, sebum i brud.

Wystarczy splukac woda. Potem lotion (toner, softener), lub sheet maska (ja tak robie) i gotowe. Piekna, czysta, rozjasniona i niesamowicie gladka cera jako rezultat.

As you can see above, the gels are clear and contain no harsh particles whatsoever. You squeeze a small amount (and really, a small amount goes a long way!) and gently massage onto dry (yes, dry!) skin. After a few seconds (can take a bit longer with super gentle gels, like Atom), the gel will transform into white shreds taking with it your dead skin cells, sebum, blackheads and dirt. You rinse your skin with water, apply lotion (toner, softener) or a sheet mask, and voila! Clean, bright, incredibly smooth skin is yours.



Mam rowniez jeden koreanski zel peelingujacy, z linii dla cery wrazliwej od Atom Skincare. Choc to nie do konca zel peelingujacy. Cos pomiedzy zelem peelingujacym, a cleanserem. Niesamowicie delikatny. To trzeba sprobowac, aby uwierzyc. Ja kupilam wersje dla wrazliwej skory. I zaluje teraz, ze nie kupilam calej linii, ale nie nalezala do najtanszych, a ja nie bardzo bylam sklonna wydac tyle kasy na cos o czym nigdy nie slyszalam.

I also have one Korean peeling gel - from Atom Skincare. Though, really, I hesitate to label it as such. It's more of a facial cleanser, which can also act as a peeling gel if left on the face long enough. It's so incredibly gentle you have to try it to believe it. I have a "sensitive skin" version. I regret I didn't buy the entire line, but they weren't the cheapest and I was very hesitant to spend that much money on something I've never heard of before.



Wiec dlaczego te enzymatyczne zele peelingujace sa tak popularne w Azji?
Zapewne dlatego, ze moga byc uzywane niemal na co dzien (niemal jest tutaj slowem kluczowym). Ekspertki od siedmiu bolesci twierdza, ze Azjatki nie uzywaja peelingow z drobinkami na twarzy, ba! nawet twierdza, ze takowych tutaj nie ma. To oczywiscie bzdura. Takie peelingi jak najbardziej tu istnieja i kiedy zachodzi taka potrzeba, sa uzywane. Ale nie sa one az tak popularne jak AHA / BHA kosmetyki i delikatne zele peelingujace.
Osobiscie, nie moge sobie wyobrazic uzywania zdzieraka na twarzy. I teraz rowniez na reszcie ciala. Takie zdzieraki trzymam tylko i wylacznie na potrzeby moich nosorozcowych stop.

Why are enzymatic peeling gels so popular in Asia?
It probably has to do with the fact that they are gentle enough to be safely used on a regular basis. Some  "experts" will tell you that there are no facial scrubs using microdermabrasion (gritty exfoliators) in Japan, because they damage the skin's surface and Japanese women won't use them.
That's utter nonsense, of course. Such scrubs do exist and they are used under certain circumstances by Japanese women. But yes, they are not as popular as AHA / BHA treatments and gentle peeling gels.

Personally I can't imagine using a gritty scrub on my face. And now also on my body. I reserve such harsh exfoliating products for my rhino feet.

Nie uzywam tez szczotki do twarzy. Kiedys tam sprobowalam i doszlam do wniosku, ze to nie dla mnie. Moja pani dermatolog, jak i kosmetyczka, sa calkowicie przeciwne szczotkom do twarzy. Twierdza, ze na dluzsza mete uzywanie szczotki uszkadza i niszczy cere, a wiec tym samym przyspiesza proces starzenia. A ja nie chce sie starzec. Tak wiec dlugofalowe efekty sa ponoc zupelnie odmienne od zamierzonych.

Czego wiec uzywam? Czystych dloni. Pianka (lub zel) idzie na dlonie i potem delikatnie (delikatnie to slowo kluczowe tutaj) masuje twarz. Splukuje przy uzyciu mieciutkiej szmatki do mycia, i osuszam papierowym recznikiem. Szmatka laduje w pralce, a papierowy recznik w koszu.
Tak, za kazdym razem jak myje twarz, uzywam czystej myjki do splukania.
I nigdy nie uzywam zwyklego recznika do wytarcia. Jak nie mam papierowego recznika pod reka, to chusteczka higieniczna da rade. W ekstremalnych warunkach twarz schnie sama.

I don't use a brush to wash my face. Once upon a time, I did try it and decided it wasn't for me. Both my dermatologist and my esthe lady (beautician) are firmly against face brushes. They claim that regular long-term brush use damages the skin and speeds up the aging process. And aging is what I want to avoid, hahaha!
I use my hands to apply the foam (or the gel) and gently (and this is the key word here - gently) massage my face. I rinse using a soft washcloth and dry the skin dry using a paper towel. The washcloth goes into the washing machine and the paper towel into the wastebasket.
Yes, I use a clean washcloth every time I rinse my face. And I never use a regular towel to dry my face. When I don't have a paper towel handy, I use facial tissue. Or in extreme circumstances, I let my face dry naturally.

Dlaczego to robie? Ze wzgledow higienicznych.

Mialam kiedys najgorszy tradzik pod sloncem. Jako osoba dorosla. Moja twarz byla pokryta ropiejacymi, gigantycznymi wypryskami. Wagry i zaskorniaki krolowaly na moim nosie. I tam gdzie nie bylo ropnych syfow, mialam wysypy malych, bialych wypryskow. Nie ma slow, aby opisac jak okropnie wygladalam.
Pomoglo mi leczenie antybiotykami, doustnymi i na skore. I jednym z zalecen dermatologa bylo, aby natychmiast odstawic normalny recznik i osuszac twarz papierowym recznikiem. Nie wycierac, ale wlasnie osuszac. Polozyc papier na twarzy i wilgoc sama miala sie wchlonac. Zero wycierania, zero poklepywania, zero czegokolwiek.

Why do I do it? For hygiene.

I used to have the world's worst acne. Adult acne. Huge, red, puss-filled zits covered my entire face. There was a colony of blackheads on my nose and smaller, white bumps everywhere else. There are no words to describe how horrible I looked.
What helped me was a 6-month antibiotic treatment, both topical and oral. And one of my doctor's instructions was to immediately stop using regular cloth towels to dry my face. She forced me to use only disposable paper tissue, and only in a certain way - to spread it on my face and let it absorb the moisture. Zero patting, zero rubbing, zero wiping.

Pozbycie sie tego doroslego tradziku zajelo mi dlugi czas. Ale pewne nawyki zostaly, w tym rowniez papierowa rutyna do osuszania twarzy.
Byly okazje kiedy wrocilam do zwyklych recznikow (czystych! zmienianych codziennie), ale wtedy wrocily tez problemy skorne. Wiec papierowe reczniki zagoscily w mojej lazience na stale.

Mam fiola na punkcie mojej cery, przyznaje sie bez bicia.

I to jest koniec mojego cleansingowego rytualu.

Wpis ten to kolejny odcinek w serii Kosmetyczne Skarby u Hexxany.

It took a long time to get rid of my adult acne. And even after the treatment, the paper routine became so ingrained that I continued to do it.

Every once in a while I would revert to using a normal towel, and as if by some black magic, my skin would get worse. And so paper towels are back in my life for good.

Yes, I am a bit strange like that.

And that concludes my daily cleansing ritual.





Ceny (takie jak na opakowaniach, beda sie roznic w zaleznosci od sklepu) plus VAT:
Prices (vary from store to store), plus 8% tax:


  • Panna Pompa Cleansing 300 ml - 1400 yen
  • Panna AHA Morning Face Soap 300 ml - 1200 yen
  • Hada Labo Tamagohada 160 gram - about 800 to 900 yen (mozliwe, ze wiecej, could be more)
  • Det Clear Powder Wash 75 gram - 900 yen
  • Det Clear Peeling Gel 180 ml - 1200 yen
  • Suisai pack of 15 capsules - 1000 yen

Friday, July 25, 2014

SK-II Clear Beauty Care and Control Cream


I've been thinking what to say about this SK-II Clear Beauty Care & Control cream for a few weeks now. It's a good product, that's for sure. But is it worth its price?
Read on...


Rozmyslalam przez kilka dobrych tygodni, co by tu napisac o tym SK-II Clear Beauty Care and Control kremie. To bez watpienia bardzo solidny kosmetyk. Ale czy jest wart swojej ceny?
Moja bardzo subiektywna opinia ponizej...





Wiem, ze niektore czytelniczyki tego bloga uwazaja bazy i primery pod makijaz jako zbedne (calkowicie, lub czesciowo) i twierdza, ze na dluzsza mete przynosza one wiecej szkody niz korzysci. To oczywiscie bzdura. I mysle, ze wynika ona z bardoz prostego nieporozumienia co jest baza / primerem. Dla ulatwienia bede uzywac tych okreslen - baza lub primer, zamiennie, choc tak, wiem, ze to nie w 100% to samo.

I know that some readers of this blog tend to think that makeup primers and bases are frivolous items that, in the long run, cause more harm than good. That's rubbish, of course. And I think it stems from a simple misunderstanding of what constitutes a makeup base / primer. For clarity's sake, I will be using these two terms interchangeably, but yes, I do know, they are not 100% truly the same.


Zachodnie swiezynki w Japonii bardzo czesto przezywaja szok w drogerii, kiedy nagle dowiaduja sie, ze kremy BB i CC uwazane sa tutaj za bazy. Tak, prawda, bazy z wlasciwosciami pielegnacyjnymi, ale  nadal bazy. Nawet wiele (jesli nie wiekszosc) filtrow rowniez dubluje jako bazy pod makijaz.

To the shock and horror of many a freshly arrived western gal in Asia (Japan), BB creams and CC creams are considered makeup bases here. True, makeup bases with minimal skincare properties, but bases nonetheless. Even many sunblocks double as makeup primers.

Wiec jesli uzywasz azjatyckiego filtra, niespodzianka! Szanse sa, ze gorliwie sobie na twarzycze rozprowadzasz baze pod makijaz kazdego poranka i nawet o tym nie wiesz.
I jesli smarujesz sie jakims tam kremem BB lub CC (mam na mysli te azjatyckie i te z wyzszej polki zachodniej, bo na innych sie nie znam) i piejesz z zachwytu nad jego wlasciwosciami pielegnujacymi, przestan wiec mowic, ze nie uzywasz bazy. Bo uzywasz.

So if you're using an Asian sunscreen product, surprise! Chances are you're using a makeup base and don't even know it.

So if you're smearing some sort of BB cream (or CC cream) on your face every morning, thinking it's "cream" and gushing over its wonderful caring effect on your skin, stop spouting nonsense that you're not using a makeup primer. Because you are.

To zamieszanie bylo bardzo widoczne czytajac komentarze o najnowszym kosmetyku z linii SK-II Color na stronie singapurskiej wersji SK-II na Fejsuniu. Babki pytaly sie, czy ten Clear Beauty Care and Control to moisturizer, czy moze CC krem, czy moze cos innego i jak to to uzywac. I do znudzenia powtarzana odpowiedzia bylo to: "To jest baza pod makijaz. Czy to wystarczajace wyjasnienie na Twoje pytanie?".

Wiec jesli nie jestes pewna, co jest, albo co nie jest baza (primerem), spoko, wiele kobiet ma ten sam dylemat. Nawet Azjatki swirujace na punkcie kosmetykow tez nie sa pewne.

This confusion was very apparent when reading the comments regarding the new addition to the SK-II Color family on the SK-II Singapore Facebook page. Ladies were asking whether SK-II Clear Beauty Care & Control cream was a moisturizer, CC cream, and how to use it. And the exasperated answer most frequently given was "It's a makeup base. Does that answer your question?"

So if you're not quite sure what can, or can't, be a makeup primer, don't worry, you're not alone. Even Asian cosme-obsessed women aren't so sure, either.




Wine za to mozna zwalic na geniuszy marketingowych w SK-II. Bo jesli nazwiesz dany produkt "kremem" i zachwalasz jego wlasciwosci nawilzajace i pielegnujace, to oczywiste, ze kobiety, szczegolnie te zbyt leniwe aby, lub nie potrafiace, przeczytac informacji na opakowaniu, beda przekonane, ze dostaja moisturizer, albo krem do twarzy. I przy swietnej (jak na SK-II w kazdym razie) cenie w okolicy 6000 jenow (okolo 60 amerykanskich, lub 88 singapurskich) za tubke (plus VAT), mysla sobie, ze trafila im sie super okazja.

Part of the blame for this goes straight to the marketing geniuses at SK-II. If you name a product "cream" and tout its moisturizing and caring benefits, it's only natural that consumers, especially those too lazy or unable to read the info on the packaging, will think they are getting a moisturizer, or a face cream. And at the bargain (for SK-II, anyway) price of about 6000 yen (about 60 US dollars, or 88 Singapore $) plus tax per tube, they think they've scored a sweet deal.

Ale wlasne to cena powinna byc pierwszym alarmem, ze cos jest nie tak. Bo to za tanio za pelnowymiarowe opakowanie kremu SK-II.
Druga wskazowka jest opakowanie i slowo "color" na nim. Bo tak. Ten "krem" to czesc nowej serii kosmetykow kolorowych od SK-II. ("Nowej" jest tu okresleniem wzglednym, bo nie wszedzie sa one dostepne).

Yet the price should be the first giveaway. It's too cheap to be an SK-II face cream.
The second giveaway is the packaging and the word "color" on it. Yes, this "cream" is part of the new SK-II color cosmetics series.




A skoro juz o opakowaniu mowa...
Nie ma pompki? No cos ty, SK-II? Tak na powaznie?
No ja wiem, ze za tradycyjni jestescie na taka innowacje. Przezyje.
No ale nie ma zamkniecia na "click"? No cos ty, SK-II? Na powaznie?

Ja rozumiem, ze chcecie wycisnac kazdy gorsz zysku z produktu i g*wno was obchodzi podstawowa higiena (hello, pompka!), albo wygoda (hello, zamkniecie na "click"), bo to problemy waszych klientek. Ale wiecie co? Zamkniecie na "click" to standard w wiekszosci rozwinietych krajow teraz, w XXI wieku. Ja wiem, ze japonskie firmy sa zadziwiajaco do tylu w tym temacie, ale wy jestescie luksusowa firma sprzedajaca luksusowe kosmetyki. Powinno wam przyjsc do glowy, ze wygodne rozwiazania sa, po prostu, wygodne.

And speaking about the packaging...
No pump dispenser? Really SK-II? Are you serious???
Ok, so you're too traditional for that, OK, I can live with that. 
But no "click" top tube? Really SK-II? Are you serious???

I understand you want to maximize your profits and don't give a hoot about basic hygiene and product contamination (hello, pump dispensers!) or convenience (hello, click caps!), after all, it's your customers' problem, but a click top closure in most of the developed world is standard now that we're in the 21st century. I know you are a Japanese company, and Japanese companies are stupefyingly backwards when it comes to click top tubes, but you are also a luxury company selling luxury skin care. You should be able to afford such a simple, convenient solution.

Tubka jest w typowym dla SK-II kolorze czerwonym i zawiera 25 gramow produktu.
I tutaj robi sie interesujaco.

Firma, choc nie zaprzecza, ze jest to CC krem, nie chce go tak nazywac. Nie wiem dlaczego. Moze mysli, ze jak wskocza na ten caly rynek kremow BB i CC, to beda mieszac sie z kosmetycznym pospolstwem? Ze snobami takimi jak SK-II wszystko jest mozliwe.

The tube is SK-red, and contains 25 grams of product.

And here it gets interesting...
The company refuses to call it "CC cream", but that's exactly what it is. Maybe they think that jumping on the BB/ CC cream bandwagon cheapens its image? I don't know...





Wiec mamy tu sobie ta piekna czerwona tubke wypelniona pieknym kremem CC, ktory posiada rowniez filter SPF25 PA+++. Nie jest najwyzszy, ale od bidy ujdzie.
Firma zachwala cudowne wlasciwosci pielegnujace tego kremu. Nawilza. Daje cale 12 godzin nawilzenia. Uzywany regularnie poprawi przejrzystosc cery i jej ogolny wyglad, miekkosc i nawilzenie. Ma nadac cerze blasku. Ma wyrownac odcien cery. Sformulowany z magiczna Pitera™ i tak dalej.

Brzmi jak krem CC, nieprawdaz? Luksusowy jak widac, ale nadal krem CC.
Nie dziwota wiec, ze babki nie wiedzialy co to.

So what we have here is this lovely red tube filled with lovely CC cream that also has sun protection properties, SPF 25 PA +++. Not the highest SPF, but not too shabby either.

The company touts the awesome care benefits of the cream. It moisturizes. It provides 12 hours of hydration. When used regularly, it improves the skin's clarity and overall appearance and hydration levels. It gives a radiant complexion. It provides skin tone control. Formulated with Pitera™. And so on...

Sounds like a CC cream, right? A fancy one, but a CC cream nonetheless.
No wonder some women were confused.




Produkt jest cudownie lekki. Jest taki sobie troche bialawy, choc singapurski SK-II przedstawiciel nazwal go "bezowym". Na jego szczescie daltonizm nie jest bolesna choroba.

Rozprowadza sie bardzo gladko i cieniutko i nie ma wyczuwalnego zapachu. Mala ilosc wystarczy do pokrycia calej twarzy. Produkt jest bardzo wydajny, wiec to choc w czesci usprawiedliwia jego cene.
Choc ma tam ten filter, jak wiekszosc kosmetykow na dzien dzisiejszy, nie jest to jednak wystarczajaca ochrona przed sloncem. Zalecane jest aby uzywac osobny filtr o wyzszym SPF pod ten krem.

The product is wonderfully light-weight. It's slightly off-white in color, though an SK-II rep in Singapore called it "beige". Oh well, luckily for him/her, color blindness is not a painful affliction.

It applies beautifully smooth and thin and has no discernible scent. A small amount is enough to cover the entire face.
Though it offers some degree of sun protection, as is typical of makeup products nowadays, it's not enough to properly shield you from the sun. It's recommended to use a separate sunblock under this product.




Jako baza pod makijaz, jestesmy poinstruowane, aby uzywac go PO kremie (na dzien) i PO filtrze. I mozemy go sobie nosic "golo" bez niczego na wierzchu, lub nalozyc na niego podklad, puder, co kto lubi.

As it is a makeup base, we are advised to use it after moisturizer (cream) and sunblock, and either wear it alone, or follow up with foundation.

Ja nosilam go w obu wersjach.
Jako baze pod moja poduszke Hery (Hera cushion). Albo, tak jak dzis, solo, bez niczego na wierzchu.
Kiedy noszony jest solo, mozemy lepiej oberwowac jego efekty na twarzy.
Czy nawilzal?
Tak.
Czy nawilzenie trwalo przez 12 godzin?
Mozliwe, ze tak. Ale to zalezy od pory roku, klimatu, i oczywiscie rodzaju cery.
Dla kazdego rodzaju cery?
Ponoc tak. Na mojej suchej i wrazliwej skorze sprawdzil sie w porzadku.
Czy nadal cerze blasku?
Nie zauwazylam.
Czy poprawil przejrzystosc cery i jej nawilzenie uzywany dluzej niz 4 tygodnie?
W moim przypadku nie zauwazylam. Choc mysle, ze efekty bylyby widoczne na bardziej "zapuszczonej" cerze.

I wore it both ways.
I used it as a makeup base for my Hera cushion. Or like today, I am wearing it alone.
When wearing alone, we can observe its effects better.
Does it moisturize?
Yes, it does.
Does the hydration last for 12 hours?
More or less, it does. Though I'm sure it depends on the season and climate, not to mention skin type.
Does it work on all skin types?
On my dry and sensitive skin it worked just fine. No problem here.
Does it offer radiant complexion?
Not in my case. Or maybe I'm radiant enough already.
Does it improve skin's clarity and its hydration levels when used for longer than 4 weeks?
Nope. Not in my case. But maybe the results would be more visible on a different person. 

Kiedy uzywany byl z poduszka Hery, czy spelnil swoje bazowe obietnice?
Tak!!!
I teraz bede robic cos, czego nie robie zbyt czesto - bede chwalic kosmetyk marki SK-II.
Ten tutaj zawodnik jest swietnym primerem. Cudowna baza. Hahahaha!
Leciutki, mieciutki, dajacy oddychac, wygladzajacy linie, sprawiajacy, ze makijaz trzymal sie na buzi przez caly dzien. Co przy ponad 30 stopniach i prawie 100% wilgotnosci powietrza jest nie lada wyczynem.
Zero narzekania z mojej strony. Magia po prostu.
Na dodatek swietnie wspolpracowal z moja skora i nie spowodowal zadnych nieprzyjemnych niespodzianek. Zero wysypow, zero podraznien, zero nieprzyjemnosci. Nawet kiedy uzywany byl kazdego dnia. (Z dwudniowa przerwa na DiorSnow i KohGenDo, bo bylam znudzona).

When used with the Hera cushion, did it fulfill its makeup base promises?
Yes!!! Actually, to be honest, it was a wonderful makeup base / primer.
Light, breathable, softening the fine lines and helping my makeup stay in place for the entire day. Even in 30plus degree heat (Celsius, ladies, Celsius) and nearly 100% humidity. No complaints here. None at all. It worked its magic. It's very compatible to my skin and causes absolutely no breakouts and no problems. Even with daily use (with a two day break for DiorSnow and KohGenDo, because I was getting bored).




No wiec, co my tu mamy?
Mamy naprawde swietna baze.
Ale czy warta swojej ceny?
Przygladalam mu sie w sklepie tu u mnie, ale cena mnie troche odstraszala. 6000 jenow (plus VAT) piechota nie chodzi. Kupilam go wiec na lotnisku podczas wypadu do Seulu. Nie pamietam dokladnej ceny, cos jakby 46 lub 48 dolarow US.
I choc jestem z tego kosmetyku bardzo zadowolona, to wiem na pewno, ze nie kupie go ponownie.

Dlaczego?
Sa inne kremy CC i bazy (primery), ktore dzialaja rownie dobrze i nie kosztuja tyle co SK-II Clear Beauty Care and Control krem.

Aby zobaczyc sklad, kliknij tu i zjedz do zdjecia skladu po angielsku.

So, what do we have here?
A really solid makeup primer.

But is it worth the price?
I bought mine duty free at the airport. I don't remember how much it was. Around 46 or 48 US dollars. And while I'm very happy with how it's turned out, I will not buy it again.
Why?
There are other "CC creams" and makeup bases out there that are equally good and a lot cheaper than SK-II Clear Beauty Care and Control cream.

To see the list of ingredients, visit this blog.

Friday, July 18, 2014

Oil cleansing

Yes, it was THAT day yesterday. I'm officially 43 years old. Happy Birthday to me.
And if someone had told me just a few years earlier that on my 43rd birthday I'd be posting selfies on them Innernetz for all to see, I'd be laughing like from here to Alaska.

But such is the power of them Innernetz. Sometime last year I discovered the world of beauty bloggers (not only Polish, or rather - also Polish) and suddenly I realized that, hot damn, I don't look half as bad as I had thought.


And all this - thanks to the endless army of women who blog about cosmetics. Thank you so much, ladies! You gave me a much needed boost of self-confidence.
Because if some of you (and I am using the term "you" in general here, without pointing any fingers) are half my age and look roughly my age, then I don't feel so bad about myself anymore.
Because if some of you wear in public and post photos of yourself wearing the style of makeup so beloved by cheap, tranny hookers, yet consider themselves "beauty gurus", then I can sleep peacefully tonight.
Because if some of you don't see your poorly groomed eyebrows, dull skin and zitty complexion, yet can give advice about skin care and makeup, then I feel like a bloody expert.
Because if some of you are so colorblind you can't see that your foundation is about five shades darker/ lighter than your neck, yet still blog about and review color makeup, then I don't feel like an idiot without a clue about makeup anymore.
I could go on and on, but that's no way to win friends and influence people.
Luckily, the blogs that I read more or less regularly are mercifully free of the above-mentioned beauty blogging mishaps. But even then, not always.



Tak, wczoraj byl ten dzien. Jestem oficjalnie stara baba. Mam 43 lata. Sto lat dla mnie.
I jesli kilka lat wczesniej ktos powiedzialby mi, ze w wieku 43 lat bede wstawiac selfies w internetach, to bym go wysmiala po prostu.
Ale wielkie sa sily internetow. Jakos tak w zeszlym roku odkrywlam blogi kosmetyczne (nie tylko polskie, a raczej - rowniez polskie), i nagle do mnie dotarlo, ze jak na stara babe, to wcale nie wygladam tak zle.


A wszystko to dzieki armii kobiet, ktore pracowicie bloguja o kosmetykach. Dziekuje Wam z calego serca, to dzieki Wam nagle proprawilo mi sie moje samopoczucie.
Dlaczego? Ano dlatego, ze skoro niektore z Was (i uzywam tutaj tego slowa w bardzo ogolnym znaczeniu), sa o polowe mlodsze ode mnie, a wygladamy na tyle samo lat, to znaczy, ze wcale nie jest ze mna tak zle.
Ano dlatego, ze jesli niektore z Was uwazaja sie za znawczynie makijazu, ale na fotkach wygladaja jak wytapetowani cross-dresserzy dorabiajacy pod latarnia, to juz nie obawiam sie wlasnego makijazu.
Ano dlatego, ze jesli niektore z Was nie widza swoich beznadziejnie wyskubanych brwi, zlego stanu skory i wypryskow, ale nie przeszkadza Wam to w dawaniu porad kosmetyczno-makijazowych, to ja czuje sie jak kosmetyczna ekspertka.
I jesli niektore z Was nie sa w stanie zauwazyc, ze Wasz podklad jest co najmniej o 5 odcieni za ciemny (jasny) i odcina sie brzydko od szyi, ale wcale nie przeszkadza Wam to w dawaniu eksperckich opinii na temat kolorw, to juz nie czuje sie jak totalna idiotka przy polce z podkladami.
I moglabym tak dlugo, ale w ten sposob nie zyskam nowych przyjaciol i nie zjednam sobie ludzi.
Na szczescie, te blogi ktore czytam regularnie, sa prawie wolne od wyzej wymienionych wpadek ;-)

I to w koncu wprowadza nas do kolejnego selfie.
Bez krzty makijazu.
Z czysta twarza.
Bez filtra, bez kremu i bez korektora.
Bez zupelniego czegokolwiek.
Tylko ja i moja czysta facjata. Pstryknieta w moje 43 urodziny.

And that brings me to today...
And that brings me to yet another selfie.
No makeup selfie.
Clean face selfie.
No sunblock selfie.
No corrector and no nothing selfie.
Just me and my clean face. On my 43rd birthday.



Szczegolny nacisk idzie na slowo "czysta", bo to wlasnie na czyszczeniu chce sie skupic dzisiaj.
Jak oczyszczam twarz, czesc 1.

Po pierwszym bezmakijazowym selfie na IG przyszlo dosc sporo maili z pytaniami o moja codzienna pielegnacje. Wiec choc wyjde na zadufana (tak, to ja!), przemadrzala (tak, to rowniez ja) babe, to postanowilam podzielic sie z blogowym swiatem moim lazienkowym rytualem.

With the emphasis on "clean". Because that's what I want to talk about today.
My cleansing routine. Part 1.

After my first no makeup selfie, I got quite a lot of emails asking me to share my skin care routine with the world. So today, at the risk of appearing self-obssessed (yes, that's me) and utterly self-absorbed (yes, that's me again), I bring you the first installment of my daily evening bathroom ritual.




Ale, od poczatku.
Kiedy zachodnie blogi i fora kosmetyczne z takim przejeciem opisuja azjatycka pielegnacje, zawsze skupiaja sie na fakcie, ze jest to proces wielo-etapowy. Ze jest w nim 7, 11, albo i wiecej krokow, ktore kazdego dnia summiennie wykonuja Azjatki.

Jest to o tyle dziwne, ze pytajac sie o zdanie Azjatek naokolo mnie (a raczej, Japonek, bo z takimi mam glownie kontakt, jak rowniez i Koreanek oraz paru Filipnek), dostawalam odpowiedz, ze kroki w pielegancji sa dwa.
Tak. Tylko dwa. Jak to mozliwe? czyzby te Azjatki nie mialy najbledszego pojecia o pielegnacji? Albo moze guzik ich to obchodzi?
Wiec dla swietego spokoju zapytalam sie zawodowej pani kosmetyczki, co ona o tym wszystkim sadzi. No bo kosmetyczka z doswiadczeniem i dyplomikiem, a do tego Japonka, powinna znac sie na rzeczy, czyz nie?

But first things first...
When reading western beauty blogs and forums, every so often you can spot references to the multi-step cleansing routines of Asian women. Or you can read full-blown descriptions of 7, 11 or however many steps, that Asian women go through as part of their everyday skin care regimen.
That's very odd, because if you ask a random Asian woman, or rather - a Japanese woman, because I just happened to have a few of those around me (and to be honest, I only know Japanese and Korean women, with a sprinkling of Filipinas thrown in for balance), they claim there are just two steps in their daily beauty ritual. Only two steps? Blasphemy! Surely these Japanese women have no idea what they are talking about. Or maybe they simply don't care.
So just to be sure, I asked a licensed esthe specialist (that's a beautician in other parts of the world) about her opinion. As a beauty professional surely she should know, right?

A co ona mi powiedziala?
- Oczywiscie, ze sa tylko dwa kroki w mojej codziennej rutynie:
Krok numer 1 - oczyszczanie.
Krok numer 2 - nawilzanie.

I tutaj cala zachodnia blogsfera puka sie palcem w czolo. A co z olejem, pianka, tonerem i innymi bajerami?


And what did I hear from her?
- But of course there are only 2 steps in my daily beauty routine. Step 1 - cleanse. Step 2 - care.

Insert here the collective groan of western self-proclaimed beauty experts blogging on Asian skincare.


So what about the small steps? The oil, the foam, the toner, emulsion, blah blah blah...


A ona mi na to:
- No chyba zartujesz sobie. To tak jak idziesz do kibla. Najpierw sciagasz spodnie w dol, potem gacie, potem siadasz, walisz kupe, czytasz ksiazke, wycierasz tylek (lub uzywasz washleta). To jest jeden process wykonywany w pewnej ustalone odgornie kolejnosci (tak, pewnie mozesz zamienic to i owo, ale wtedy ryzykujesz obkupkaniem majtek) i jesli powiesz komukolwiek, ze potrzeba 7 roznych krokow aby sie wysrac, za przeproszeniem, to Cie wysmieja.
Tak samo jest z oczyszczaniem twarzy. To jeden proces, ktory odbywa sie w pewnej ustalonej kolejnosci. Robisz tak, bo po prostu nie masz innego wyjscia. I jesli twierdzisz, ze jest tego 7 roznych krokow, to najwyrazniej jestes obcokrajowcem. Lub redaktorem pisma dla kobiet.

- Oh, come on, you can't be serious - she said.
- It's like when you go to the toilet to poop, first you pull down your pants, then your underwear, then you sit down, then you shit, or read a book, then you wipe, or wash (washlets, folks, are the best inventions ever) and so on. It's one process. You go through the motions in a certain order, because you have no other choice (yeah, I guess you could, though you'd risk crapping your pants), but if you say that it takes 7 steps to take a dump, people would laugh at you. It's the same with cleansing. It's one process. You go through the motions in a certain order, because you have no other choice. But if you say it takes 7 steps to cleanse your face, you are clearly a foreigner. Or a beauty editor at a women's magazine.


I tak to, zupelnie rozczarowana i zamieszana, pytalam sie dalej.
I nadal slyszalam te dwie odpowiedzi, ze:
1. umyc i
2. nawilzyc.

Wiec o matko jedyna, pani kosmetyczka miala racje???
Wychodzi na to, ze naprawde, w japonskiej pielegnacji sa tylko dwa kroki:
1. oczyszczanie
i
2. nawilzanie.

A ze na kazdy z tych krokow sklada sie wiele malych czynnosci, tym najwyrazniej sie japonskie kobiety w ogole nie przejmuja.

And so utterly confused and disappointed I pressed on and kept asking.
And the answers I kept getting from women around me were:
1. I clean my face, and
2. I moisturize my face.

So, for the holymotherofbatman! The esthe expert was right.

There are just two steps in the Japanese beauty routine:
1. cleansing, and
2. caring

And apparently, that both of these steps consist of a multitude of smaller actions is of no significance whatsoever to your average Japanese woman.


And here the western blogging experts on Asian skincare sigh and think I clearly have no friggin' idea what I'm talking about. Yep, don't lie. That's what all of you just thought.



I to w koncu niesie nas do dzisiejszego tematu.
Tematem dzisiejszym jest jedna z tych czynnosci wykonywanych w ramach codziennej pielegnacji.
A mianowicie - uzywanie oleju do oczyszczenia skory.

And finally, that brings us to today's topic.
Which is one of those small motions in a greater cleansing routine.
More precisely - we'll talk about oils tonight.



Tak oczyszczam moja twarz olejem. Kazdego wieczora. Po oczyszczaniu olejem, zmywam jego reszki pianka do twarzy. Ale olej to podstawa mojego oczyszczania.

Kiedy przychodze z pracy do domu, zmywam makijaz oka dwufazowka. Przelatuje tez po twarzy micela. I zyje wlasnym zyciem az do czasu wieczornej wizyty w lazience.

Podczas tej wieczornej wizyty w ruch idzie olej. Myje i masuje twarz olejem.
Tak, kazdego dnia. Nie, nigdy nie pomijam tego oczyszczania. To juz cos zupelnie naturalnego dla mnie.

Yes, I clean my face with oil. Every night. After cleaning it with oil, I wash it with something else.
But as far as cleansing goes, this is the foundation of my evening cleansing routine.

When I come home from work, I usually remove my makeup. I use eye makeup remover for my eyes, and a micellar cleanser for my face. Then I can go about my business until bedtime without my face feeling dull and nasty.


And then, before bedtime, it's time for a proper cleansing procedure.

Yes, I do it every night. No, I never skip this step. It's second nature to me now. Just as is washing my hands with soap.
I wash my face with oil.

W chwili obecnej uzywam czterech olejow, ktore mozecie zobaczyc na zdjeciu powyzej.
Currently I am using the four oils you can see above.

- AHA by Cleansing Research Cleansing Oil,
- Shu Uemura Skin Purifier Ultime8 sublime beauty cleansing oil (f*ck them, couldn't they come up with a longer name? juz dluzszej nazwy nie dali rady wymyslic?),
- Shu Uemura Skin Purifier Fresh pore clarifying gentle cleansing oil,
- DHC Deep Cleansing Oil.

Lubie Ultime8, a moj zwiazek z DHC do tej pory byl najbardziej burzliwy. Ale to moze ze wzgledu na obecna pogode - jest parno i goraco, a skora reaguje przeciez roznie w roznych porach roku.

Kiedys tam dawno temu bylam przekonana, ze DHC to dar bogow dla kobiet. Ale to dlatego, ze zbyt wielu olei wtedy nie znalalam i przez to sklanialam sie ku znanym i popularnym markom. Takim jak DHC. Potem sprobowalam Sofiny i myslalam, ze nagle znalazlam sie w raju. DHC przestal dla mnie istniec. Potem sprobowalam Shu Uemura i nagle uznalam, ze Sofina wcale nie byla taka dobra. Potem uznalam, ze wydawanie takiej kupy kasy na olej mija sie z celem i sprobowalam najtanszy olej a linii Softymo.
Wielki blad!!!
Jedyne co mi to dalo, to to, ze zaczelam doceniac lepsze oleje.

Of these four I really like Ultime8, and my relationship with DHC has been the most complicated of the bunch. But that may be due to the current season, in winter my opinion might be different.

Long long time ago, I thought that DHC was the gods gift to women. But that was when I hadn't tried very many cleansing oils and thus stuck to what was popular and recommended. And hot damn, DHC is still popular. Then I tried Sofina cleansing oil, and thought I died and went to heaven. DHC stopped even registering on my cleansing radar. Then I tried Shu Uemura and decided that Sofina wasn't that great after all. Then I thought it's pointless to spend so much money on an oil, for cristsakes, and I got the cheapest Softymo Deep Cleansing Oil out there.
Biiiiig mistake!!! But at least it made me appraciate higher quality oil cleansers.

Teraz mam i selektywna marke (Shu Uemura) i zwykla drogeryjna (DHC) i kto jest czystym zwyciezca??? Niespodzianka!



DHC.

Jest bardzo naturalny i lekki w dotyku. Swiezy. Delikatny na skorze i nie wysusza tak jak potrafi to robic Uemura. Wiem, ze Ratzilla nie zgadza sie z moja opinia, i wiem tez, ze wiele osob uwaza sie za ostatczna guru jesli chodzi o japonskie kosmetyki. Ale sorry, czasem jej wynurzenia mozna sobie o kant czterech liter obic.

Now, that I have both a fancy brand at home (Shu Uemura) and not fancy (DHC), the clear winner for me is.... surprise surprise.... 
DHC.

It feels fresh and natural. It's gentle on my skin, and it doesn't dry me out the way Uemura does. I know that Ratzilla doesn't agree with me, and I also know that many consider her to be the ultimate Asian cosme guru, but sorry folks, her picks are total nonsense most of the time.

Shu Uemura (probowalam wszystkich ich olejow), w porownaniu do DHC, maja one bardzo chemiczna nature. Czuc plastik, czuc chemie, i nie jest to bynajmniej przyjemne odczucie. No plus jest to, ze nie wysuszaja tak mojej cery jak inne oleje Shu Uemura). Ale czy warte sa swojej ceny? Moja opinia? Zdecydowanie nie.
Jedyne co zrobily, to pomogly mi docenic Sofine, o ktorej teraz mam duzo lepsze zdanie i do ktorej najprawdopodobniej powroce jak skoncze obecny zapas.

Shu Uemura (I tried the entire line, not just the two I have at home), when compared to DHC, feels nasty and chemical heavy. It feels plastic. Ultime8 anf Fresh don't dry out my skin like the other Uemura oils out there. But are they worth the price? My verdict is - no. Definitely no.
At least trying them made me appreciate Sofina all over again, and probably I will return to that oil when my current stash is all used up.

AHA olej z sokiem jablkowym byl przymusowym zakupem, kiedy nagle znalazlam sie bez oleju. I po mojej poczatkowej nieufnosci, moge powiedziec, ze sie polubilismy. Pachnie cudnie (jak jablka), zmywa co ma zmywac, nie podraznia, nie wysusza.

Te dwa oleje Shu Uemura zostaly wybrane po wyprobowaniu calej linii i spodobaly mi sie najbardziej.

Nie jestem skladowa snobka, ale tak sie akurat zlozylo, ze ponoc wszystkie cztery moje oleje nie maja w skladzie parafiny.
DHC jest oparty na oleju z oliwek, a AHA ma nawet w skladzie sok jablkowy.

AHA apple oil was an emergency purchase when I needed something to cleanse my face in a hurry. And after my initial apprehension, I have grown to quite like it. It smells divine (like apples!), it does the job competently and it doesn't irritate my skin.

The two Shu Uemuras were selected from a wide range of oil products offered by this firm. Why I picked those two? I had tried the entire line in sample form, and found these two to be the most agreeable.


While I'm not an ingredient obsessed snob, all four of those are supposedly paraffin-free. DHC is based on olive oil, if I'm not mistaken, and AHA has apple juice as one of the ingredients.


Na tym zdjeciu widac ich kolory i konsystencje:

Here's a photo to show you how different their colors and consistencies are:



Jak latwo zauwazyc, DHC jest najbardziej zolty. Potem kolorystycznie plasuje sie Ultime8, potem AHA i na samym koncu Fresh, ktory wyglada po prostu jak woda.

Ich konsystencje sa rowniez bardzo zroznicowane.
Fresh nie tylko wyglada jak woda, ale rozlewa sie tak jak woda, a nie jak olej. Ma najbardziej chemiczny feel ze wszystkich czterech.
Ultime8 jest do niego bardzo podobny.

Nie wiem nawet czy mozna je nazwac olejami. Nie sa ani bardzo oleiste w dotyku, ani nie zachowuja sie jak typowe oleje do oczyszczania. Jak dla mnie sa to bardziej typowe face washe, ktore sa odrobinke oleiste.

Jesli ktos siega po Shu Uemura i oczekuje bogatej, olejowej substancji, to sie gorzko rozczaruje.

As you can see DHC is the yellowest of the bunch. Then Ultime8, then AHA, and Fresh is basically just like water. 
Their consistencies are also very different. You can see in the photo that Fresh behaves basically the same as water - it spreads out and doesn't look one bit oily. It's the most chemical feeling of the four as well. 
Ultime8 is very similar in that regard as well.
I am not sure if they even should be called "oils". They are more like slightly oily face washes than typical cleansing oils. So if you are expecting a rich, textured, oily substance and reach for these two, you might be sorely disappointed.

AHA wyglada jak olej. Zachowuje sie tez jak olej, kiedy rozlejemy go na plaska powierzchnie.
I na koniec Deep Cleaning Oil z DHC - takze zachowywal sie jak olej, ale dawal odczucie duzo lzejszego niz AHA. Nie mam pojecia dlaczego kiedys uwazalam go za "ciezki" i "toporny" olej. Nic bardziej blednego. Chyba, ze w miedzyczasie zmienila sie formulacja tego produktu i ja to przegapilam.

AHA looks oily alright. It actually behaved like a true droplet of true oil on a flat surface.
And finally Deep Cleansing Oil from DHC - it also behaved like oil, but felt a lot lighter than AHA.
I don't know why I used to think this was a heavy oil. Nothing can be further from the truth. Unless, of course, the formula has changed within the last year, or so, and I missed the memo.

Kazdy wie, ze oleje to najlepsze srodki do usuwania makijazu. Ale nie kazdy wie, ze japonskie oleje to nie tylko produkty do demakijazu. To rowniez srodki do mycia twarzy, dzialajace jako cleansers. Choc osobiscie, nigdy nie poprzestaje na myciu mojej twarzy tylko olejem. Zawsze po oleju uzywam rowniez pianki.

People know that oils are excellent make up removers. But what they don't know is that Japanese cleansing oils do much more than that. They are not only make up removers. They are also facial cleansers. Though personally, I would never wash my face with just oil and leave it at that. The next step involves a foamy face wash.

Wiec czy te oleje zrobily cos dla mnie? Czy po dlugotrwalym, sumiennym uzywaniu widze zmiany w stanie mojej twarzy?

Tak. I jeszcze raz tak.
Moja cera wyglada teraz zupelnie inaczej. Lepiej.
Czy mozna usunac blackeads przy uzyciu oleju?
Choc wydaje sie to calkowicie sprzeczne - tak. Mozna.
Czy mozna oczyscic pory uzywajac oleju?
Jestem dowodem na to, ze mozna.

So what have these oils done for me? Has my face really improved since a couple of years ago when I finally (better late than never, folks!) started to use them daily, religiously?

Yes, it has. The quality of my skin is completely different now. Can you unclog your pores using oil? As counter-intuitive as it may seem, yes, you can. Can you get rid of blackheads by using oil? Apparently, yes, you can.


Aby przetestowac ta teorie, na 10 dni odstawilam oleje. Reszta mojej pielegnacji zostala dokladnie taka sama.

Aby nadrobic brak oczyszczania olejem, musialam bardziej gorliwie myc twarz pianka. To z kolei zaczelo wysuszac moja skore. Pierwsze widoczne zmiany pojawily sie po 3 dnia. Poczatkowe przyjemne czyste "skrzypiace" uczucie i napiecie skory zamienilo sie w sucha, sciagnieta, zestresowana cere, ktora domagala sie natychmiastowego tonera (lotiona, softenera, jedno i to samo). Po 7 dniach toner juz nie wystarczal, musialam uzyc sheet maski, aby ukoic skore. Musialam tez siegnac po bardziej tresciwa emulsje i krem, aby nawilzyc twarz.

Skora naokolo nosa stala sie bardzo wrazliwa i zaczerwieniona.
Pomimo starannego mycia, pojawily sie zatkane pory i blackeads. Musialam uzyc delikatengo enzymatycznego peelingu, aby sie ich pozbyc. Choc delikatny, moja cera byla bardzo podrazniona.
Po 10 dniach bez olejow mialam zatkane pory, czarne zaskorniaki, przesuszona skore, podraznione obszary na brodzie i naokolo nosa.
Juz na pierwszy rzut oka widac bylo pogorszenie stanu skory.

I choc bardzo lubie byc wlasnym krolikiem doswiadczalnym, bo hej, eksperymentowanie to frajda, to z ulga wrocilam do mojego olejowego oczyszczania.

To test the theory that oil cleansing is beneficial for my skin, I've gone without it for exactly 10 days. The rest of my beauty routine was exactly the same.

To compensate during the cleansing process, I had to be a bit more vigorous when washing my face with foam. That in turn started to slowly dry out my skin. The first visible results appeared after about 3 days. My skin felt dry, tight and stressed and demanded a toner (lotion, balancing softener, same thing, different names) immediately after washing. After 7 days a simple toner application wasn't enough anymore. I had to put a sheet mask to restore the moisture balance. I also had to start using heavier emulsion and cream to relieve the dryness.

The skin around my nose started to get irritated and became red. 
Despite diligent non-oil cleansing, first blackheads began to appear in that reddish area. To remove them I used a gentle enzyme peel, which even though gentle, further irritated the already irritated skin. 
When the 10 days were over, I had blackheads, dry skin, problematic areas on my chin and around my nose. Overall, the quality of my skin visibly deteriorated.

And as much as I like to be my own guinea pig, because, let's admit it, experimenting is a lot of fun, I was very relieved to return to my oil cleansing regimen.


Ten wpis to czesc serii Moje Kosmetyczne Skarby zorganizowanej przez Hexxane.

This post is included in the Moje Kosmetyczne Skarby series organized by the lovely Hexxana.

Thursday, July 10, 2014

Sulwhasoo Evenfair Perfecting Cushion


This was supposed to be a post about SK-II Clear Beauty, but since everyone is talking about this Sulwhasoo EvenFair Perfecting Cushion SPF50+/ PA+++, then of course, like a good, little lemming that I am, I must too. Especially since I actually have the product at home.

Agathblog listed the ingredients in a language that most of my readers can understand (sorry English speakers, but go ahead, give it a try, I think you can manage it) and may fame and glory be forever hers. But as I'm not an ingredients snob, I divide my cosmetics into different, more pedestrian categories:
  • - breaks me out, and
  • - it doesn't.

If it doesn't, then the additional sub-categories are:
  • - delivers what it promises, and
  • - it doesn't.


To mial byc wpis o SK-II Clear Beauty, ale tak skoro wszyscy ostatnio o tej poduszce Sulwhasoo, to ja tez.
Agathblog podala sklad po angielskiemu, i chwala jej za to. Ja snobka skladowa nie jestem i dziele kosmetyki wedlug bardziej plebejskich kategorii:
  • - zapycha
  • - nie zapycha.

Jesli nie zapycha, to dwie subkategorie sa takie:
  • - wywiazuje sie z obietnic producenta, lub
  • - nie.


Skladami przestalam podniecac sie juz dawno temu, odkad odkrylam, ze cos moze miec najcudowniejszy, najbardziej bogaty w ekstrakty, naturalny sklad, a mnie i tak z twarzy zrobi pizze. Wiec teraz pozostaja mi moje bardziej subiektywne i mniej snobistyczne sposoby na ocenianie kosmetykow.

Fancy ingredients don't excite me anymore. Why? Something can have the most wonderful list of ingredients, full of organic, mystical, mythical stuff, but it can still turn my face into a pepperoni pizza. So now I am left with a lot more subjective and a lot less snobbish ways of evaluating my cosmetic products.

Wiec wedlug moich, jakze nienaukowych kryteriow, jak wypadla ta nieszczesna poduszka od Sulwhasoo?
Ha! niespodzianka! Jest jeszcze i trzecia kategoria, na ktora dziele kosmetyki kolorowe. A mianowicie:
  • - kolor pasuje, lub
  • - nie.


Ale zacznijmy od poczatku.


So, according to my very unscientific criteria, what can I say about this Sulwhasoo cushion?
Ha! Surprise! There is another category to divide my color makeup:
  • - a good match, and
  • - the opposite.

But let's start from the beginning...


Zakupione w Lotte Department w Myeongdong. Kosztowalo rownowartosc 60 dolarow (o 15 wiecej niz Hera, o ktorej bylo w poprzednim wpisie).

I bought it at Lotte Department Store in Myeongdong. The price? The equivalent of 60 dollars (American, 15 more than the Hera cushion).

Pudelko wyglada tak:
The box looks like this:


Kolor, ktory wzielam, to najjasniejszy jaki mieli, numer 13 - jasny roz. Brzmi obiecujaco.

Myzialam sie tym w sklepie, wiec wiedzialam, ze nie do konca mi ten kolor pasowal. Ale w przyplywie chwilowego zacmienia umyslowego i tak ta poduszke kupilam.

Dlaczego? Sama juz nie wiem. Byc moze mialam nadzieje na cud.

I bought the lightest shade they had - No. 13 - Light Pink. Sounds awful, right?
I tested it at the counter and I knew it wasn't a perfect match. But during a momentary lapse of reason, I bought this cushion anyway. 

W pudelku znajduje sie kompakt:
In the box, there is a compact:



oraz refill:
and a refill:



i rowniez ulotka.
and a leaflet.

Ale nauczona doswiadczeniem z Hery, nawet sie za ta ulotke nie zabieralam.

Kompakt z wygladu podoba mi sie duzo bardziej niz kompakt Hery. Ale nie kompakt sie liczy, ale to co w nim jest.

But mindful of the Hera leaflet experience, I didn't even touch this one.

I like this compact case a lot more than Hera. Though it's not the compact that matters, but what's inside that I should be paying attention to...


A jest w nim to:
And inside there was this:



Gabeczka ladniutka, mieciutka, tak mila, ze az nie mialam serca sie za nia brac. Wiec do swatchowania uzylam jednorazowej gabeczki z pakietu wielogabeczkowego. W ten sposob Sulwhasoo nie zostal upackany.

The sponge is lovely, soft, gorgeous. I didn't have the heart to get it all dirty. So to swatch the cushion I used a disposable sponge from a multi-pack. That way the Sulwhasoo gem could stay clean and pristine.

Produkt jest zabezpieczony naklejka:

The product inside is protected by a sticky label:



Po usunieciu naklejki mamy przed soba slawetna poduszke Sulwhasoo w calej okazalosci. Okrzyknieta ponoc zostala najlepsza poduszka roku 2013.

After removing the label, we finally can admire the famous Sulwhasoo Evenfair Perfecting Cushion in all its glory. Supposedly, it was voted as the best cushion product of 2013 by the Korean version of "Allure".



Poniewaz ciekawa bylam koloru, czy az tak bardzo by mi nie pasowal jak pamietalam ze sklepu, wzielam do reki jednorazowa gabeczke i nacisnelam nia na poduszke.

Because I was curious whether the shade really didn't suit me at all, I grabbed my disposable sponge and pressed the cushion.

A potem natychmiast usmarowalam sobie palec w celach fotograficznych.
And then immediately, I schmeared it on my finger, so there would be something to photograph. 




W ten sposob mialam moj swatch, a poduszka nie zostala zanieczyszczona lub inaczej skalana.

This way I had my swatch and the cushion wasn't contaminated and the original sponge stayed gorgeous and clean.

Teksturowo bardzo podobne do Hery, ale ciut bardziej tresciwe. Mozliwe, ze to dlatego, ze moja poduszka od Hery to poduszka tonujaca, a nie szpachlujaca.

The texture is very similar to Hera, but a tiny bit richer. Maybe it's because my Hera cushion is not a covering cushion?

Ta tutaj kryla zdecydowanie mocniej:
Sulwhasoo's coverage was a bit more intense:



I jak bardzo latwo zauwazyc, kolor mi nie pasuje. Nie wiem, gdzie oni widzieli ten roz. Ja widze pomarancz. Nie rozmazalam tego do zdjecia, aby lepiej uchwycic odcien.
Po rozmazaniu prezentuje sie swietnie na skorze, wyglada tak jakby nic tam nie bylo. Tyle, ze u mnie obszar z tym nic mial wyraznie inny kolor.

As you can easily see, this is definitely not my shade. And I'm not sure where they saw this Light Pink. All I can see is Light Orange or Pale Yellow. I didn't blend it in, so it would be easier to photograph and show you the true shade.
After blending, it covers the pores perfectly and looks like there is nothing there. Except in my case, that nothing had a distinctly different color.

Gdybym mialam inny odcien, bylabym zachwycona, bo wykonczenie jest naprawde wspaniale. Ni to mat, ni to satyna, ni to glow. Wyglada delikatnie i daje efekt poreless, cera jak u lalki, zero porow. Podobnie jak Hera, ale bardziej tresciwie.

If I had a different shade, I would be singing its praises now. The finish it offers is really natural. It's not matte, it's not satin, and it's not glow. It's a bit of everything. It looks very delicate and gives the famous poreless skin effect. Just like Hera, but with a deeper, more intense color.

Ma SPF50+ PA+++, ale w ilosciach w jakich kladziemy ten produkt na twarz, nie da on nam zadnej ochrony. Filtr pod spodem jest niezbedny.
Co jest rowniez niezbedne, podobnie jak w przypadku Hery, to baza. Inaczej ten podklad po prostu splynie z twarzy.

Being an Asian product, of course it has SPF50+ PA+++, but... considering the tiny amounts we would normally use every day, it doesn't really offer a meaningful degree of protection. A layer of sunblock under it would be essential. Also, just like in Hera's case, a good base is a must. Otherwise this cushion foundation will simply melt away.

No wiec, jaki jest moj werdykt?
Nie wiem czy zapycha, bo nie probowalam wystarczajaco dlugo
Nie wiem czy wywiazuje sie z obietnic producenta.
Ale te skrawki, ktore mialam okazje przeczytac, daja nadzieje, ze tak, robi to co obiecuje na ulotce.
Wiem, ze kolor nie jest dla mnie.

So, what's my verdict?
I have no idea whether it breaks me out or not, because I haven't been using it long enough.
I have no idea whether it delivers what it promises. But from what I've read so far, chances are it just might do that.
But I also know that this is definitely not my shade. Sadly... 


Wiec, szybciutenko, aby nic nie wyschlo, nalepilam naklejke zabezpieczajaca z powrotem, zamknelam kompakt, i razem z refillem i ulotka, wsadzilam z powrotem do pudelka.

So very quickly, I resealed the cushion with the original seal, closed the compact, and put everything back in the box.

Co z tym fantem teraz zrobic? Sama nie wiem.

Jesli jest ktos chetny, to odsprzedam za 40 dolarow, plus koszt wysylki.

So what am I supposed to do now? I have no idea.
If anyone wants it, I can sell it for 40 dollars, plus shipping.

Sold!!! 




If you are interested in purchasing this cushion, or any other Korean beauty product, you can order it online from Alice of W2BeautyBy clicking on the link, or the banner in the sidebar and using this registration code: 182991708, you can receive $5.00 off your first order (above $30.00). Free worldwide shipping directly from Korea, and lots of samples and other freebies with every order. Enjoy!!! 

 Jesli chcecie kupic ta poduszke, lub inne koreanskie kosmetyki z wiarygdnego zrodla, mozna to zrobic zamawiajac od Alice z W2Beauty.
Klikajac na ten link, lub w banner w pasku obok i wpisujac ten kod przy rejestracji: 182991708, otrzymacie $5.00 znizki przy pierwszym zamowieniu (powyzej $30.00).
Wysylka darmowa, prosto z Korei, na caly swiat, a w kazdym zamowieniu duzo probek.
Milych zakupow!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...